Wyprawa w nieznany przez nas jeszcze rejon nadnotecki odbyla się 5.05.2007r.

Pierwszy etap to jazda pociągiem do Piły, wyjątkowo gładko przemieszczającym sie po remontowanym poznańskim węźle kolejowym ;) /..i nie tylko ;) /

Pogoda tego dnia wręcz zachęcała do jakiegokolwiek wyjścia, wyrwania się z czterech ścian, a już na pewno z twardych uczelnianych ław ;P (release! :D )

Niecałe 2 godziny i już jesteśmy w znajomej Pile, mieście odrobinę zapomnianym, stanowiącym jakby jedynie przedsmak Wielkopolskiej obyczajowości ;) (ach, ten ich deptak ;P hehe)

Poszukiwania czegoś w rodzaju baru mlecznego ‘z prawdziwego zdarzenia’ pochłonęło większość czasu w tymże miejscu, jedynie znajomego przystanku na naszej drodze w rejony dzikie i nieznane, niczym przypadkowe miejsce na mapie, wskazane w większości ciekawością odwiedzenia zagłębia zapomnianej, dawnej Wielkopolski… Czegoś na miarę klimatu zupełnie z innego rejonu Polski.

Chwilę przed godz. 12:00 i już siedzimy w pociągu do Bydgoszczy :) Nie wysiadamy jednak w Białośliwiu, mijamy to znajome już miejsce słuchając muzyki i podziwiając nadnoteckie spiętrzenia krajobrazu :)

Stacja docelowa: Osiek Nad Notecią :) /gm. Wyrzysk/ –> wysiadamy wraz z licznymi (zapewne) mieszkańcami tej dumnej metropolii ;)

Dojście do zbocza góry zajmuje odrobinę cennego czasu, ale czymże jest chwila pokonana miasteczkiem i to w dodatku główną ulicą! ;P Odprowadzani ciekawskim wzrokiem mieszkańców dochodzimy do granicy: oto przed nami nadnotecka Dębowa Góra w całej okazałości! :)

Skręcamy w dróżkę, Wojtek zaś wspina się na ‘ambonkę’ -budkę do polowań myśliwych ;)

Po drodze, na samym początku udaje nam się również odwiedzić ciekawy, ewangelicki cmentarz…

Wędrówkę na szczyt czas zacząć! :)

Muszę przyznać, iż droga nie należy do łatwych. Jako, że postanowiliśmy iść na szczyt dłuższą drogą (notabene -niezły objazd ;) ) -bardziej dały nam się we znaki standardowe poniekąd przeciwności terenu (tak tak, wliczając obecne w nadmiarze komary :/ ).

Droga, która w większości pokrywa się zresztą ze szlakiem rowerowym -pełna jest różnych spiętrzeń terenu, wzniesień, spirali… Ale wrażenia z jej przejścia rekompensują piękne widoki i przeświadczenie obecne na każdym kroku -to nie może być Wielkopolska!

Rejon Dębowej Góry jest bowiem jakby oderwany od standardowych poglądów na nasze ‘płaskie, acz wyżynne’ województwo -znacznie bardziej przypomina podkarpackie Bieszczady :)

Niesłusznie należy do niedocenianych terenów, mimo, iż jest tam przecież rezerwat ‘Zielona Góra’ (w czasie całej wędrówki po wzniesieniach napotkaliśmy dokładnie 2 ludzi i 1 traktor ;) hehe )

Cały czas towarzyszyło nam również niebywałe szczęście (albo szósty zmysł Wojtka ;P ), jeśli chodzi o orientację w terenie -mimo, iż szlak jest w miarę dobrze oznaczony ww. instynkt był niezwykle pomocny, szczególnie w okolicach szczytu Dębowej Góry :)

Dotarliśmy! :)

Satysfakcja z osiągnięcia celu, tak oczekiwanego -ustąpiła nieco zmęczeniu, czemu daliśmy wyraz poprzez zasłużony odpoczynek na łączce usianej pachnącą lucerną :)

Stamtąd już krótka droga do małego dworca PKP w jednej z okolicznych miejscowości /gm. Białośliwie ;) / i równie krótkie oczekiwanie na ‘banę’ do Piły Głównej ;) )

Jak już wspomniałam, cały dzień towarzyszyło nam niebywałe szczęście, nie tylko na szlakach, ale też w biegu na powrotny pociąg do Poznania ;)

Czas oglądania fotek z wypadu był jakby ukoronowaniem tego przepięknego dnia :)

Naprawdę, okolice odwiedzone przez nas w majowy jeszcze weekend pozostawiły trwałe przeświadczenie o naturalnych walorach tego niezwykłego miejsca.

Wielkopolskiego miejsca :)

Oto równie malownicze fotki: :D