Ponad tydzień temu mieliśmy okazję wybrać się na pieszą wycieczkę w słabiej nam znaną część Wielkopolskiego Parku Narodowego -w okolice Stęszewa i jeziora Witobelskiego
Miejsce to stanowiło świetny punkt wypadowy do Mosiny, którą uznaliśmy za dostateczny cel, któremu możemy sprostać pomimo bardzo wietrznej pogody.
Sobotnia wycieczka zaczęła się o godz. 9:31 rano, o której to na stacji Poznań -Dębiec pojawiła się ‘Piękna Helena’ -przepiękny parowóz leniwie ciągnący za sobą dwa wagoniki ![]()


Dodam, że miałam okazję jechać taką ‘baną’ pierwszy raz, a wrażenia pozostały niezapomniane (ach, ten zapach dymu podczas postojów!)
Wysiedliśmy więc w Stęszewie:

skąd skierowaliśmy swe kroki w stronę jeziora Witobelskiego, wzdłuż którego prowadził niebieski szlak PTTK



Tamten dzień naprawdę był bardzo wietrzny, właściwie sporo ryzykowaliśmy poruszając się w większości lasem.
Czas mijał bardzo przyjemnie, cisza i spokój wypełniały otoczenie, spienione jezioro Witobelskie pozostało w tyle, a wkrótce i szlak niebieski przeszedł w kolor czarny -oto jesteśmy już w okolicach jeziora Dymaczewskiego!



Wkrótce i przydrożny leśny drogowskaz pokazał kolejny etap naszej wyprawy:

Minęliśmy i piękny mostek na strudze do ww. jeziora -ukryty wśród krzewów, ale bardzo malowniczy:


Później był rezerwat ścisły ‘Czapliniec’; drzewa tam -wystawione na działalność sobotniego wiatru- wydawały z siebie straszne dźwięki przypominające skrzypienie, miałam wrażenie, że zaraz jakieś przewróci się na nas



Stąd było już stosunkowo blisko na Morenę Dymaczewską, którą też chcieliśmy odwiedzić; wygląda ona obecnie tak:

Osobiście zdecydowanie wolę ją wiosną, latem…
Zejście z moreny wygląda zaś tak:

Aż trudno uwierzyć w liście leżące nadal na ziemii i te wszechobecne kolory -zimowy widok na jeszcze jesienną dróżkę z hopkami
Wracając do wycieczki -spacerem udaliśmy się na jeszcze jedno wzniesienie WPNu -na dobrze znaną Osową Górę, gdzie musiałam chwilkę odpocząć (w tle)


Koniec wycieczki stanowiło zejście do Mosiny i godzinne oczekiwanie na PKP do Poznania
I tym razem mieliśmy szczęście, gdyż zaraz po naszym powrocie do domu zaczął padać deszcz.
Cała trasa liczyła ok. 16 km; jest bardzo malownicza i urozmaicona, także jak najbardziej polecam! ![]()

2 comments
Comments feed for this article
maj 19, 2008 @ 10:52 pm
Piotr
Siema, mam na imię Piotr. Przypadkiem wpadłem na tą stronkę. Przede wszystkim bardzo mi się podoba. Ale chcę powiedzieć, że niestety ale podczas waszej wyprawy na “Dębową Górę” tak naprawdę na nią nie dotarliście (tak wynika z Waszych zdjęć). Mieszkam 900 metrów od tego lasu i często w nim bywam, rejony “Dębowej Góry” znam na pamięć, i z jej szczytu nie macie ani jednej fotki, i stąd mój wniosek. Może się mylę, może czegoś nie wiem. Po prostu napisałem bo spodobała mi się stronka. Powodzenia w dalszych wyprawach.
PS: jakby co macie mój email.
maj 19, 2008 @ 10:54 pm
Piotr
aaaa….fotki są super! Jak będę miał chwile to dokładniej przejrzę stronkę