Kotlina Kłodzka, Sudety
28.07 – 2.08.2009
28.07 (wtorek): Poznań -Kłodzko
Wyruszamy pociągiem relacji Poznań -Kudowa Zdrój (czterowagonowy pociąg osobowy o wdzięcznej nazwie ‘Szklarka’
), o godzinie 10:10.
Ze względu na to, że jest to pociąg osobowy -zatrzymuje się na wszystkich stacjach; nam jednak specjalnie to nie przeszkadza.
Nie ma również specjalnego tłoku -pewnie ze względu na dzień powszedni i ‘późną’ godzinę.
Po drodze mijamy deszczową Polskę, w okolicach poddolnośląskich dodatkowo straszliwie zniszczoną przez wichury przetaczające się ostatnio nad krajem; wygląda to dość niepokojąco -całe dziesiątki drzew połamanych jak zapałki…
Nieoczekiwanie w Żmigrodzie czeka nas ponadpółgodzinny przymusowy postój, jakieś komplikacje ze względu na ww. wichurę.
Czekamy, czekamy, czekamy… Przepuszczamy kilka pociągów… Wreszcie jedziemy dalej!
We Wrocławiu pociąg ’skraca się’ o połowę -pozostała odczepiona ‘połówka’ jedzie do Szklarskiej Poręby.
Dodatkowo tym razem tłok wzmaga się, ale w zasadzie tylko ‘chwilowo’. Deszcz pada nadal, choć już z mniejszą intensywnością, a my zastanawiamy się, jaką będziemy mieć pogodę
I wreszcie długo oczekiwana przeze mnie chwila -widać góry!
W okolicach Barda Śląskiego widok jest świetny -polecam! Ale pocieszam się, że to dopiero początek
Ok. 17:00 wysiadamy wreszcie w Kłodzku, pierwsza radość -nie pada!
W dole wartko płynie Nysa Kłodzka, a na wysokości jezdni (sporej wysokości…) nadal widać ślady po powodzi…
Dreptamy do schroniska, meldujemy się, zostawiamy znaczącą większość rzeczy i idziemy zdobywać Twierdzę Kłodzko
Nie wiem, dlaczego, ale przypomina mi ona trochę krakowski Wawel
-może to z racji tej wysokości.
A Twierdza istotnie góruje nad miastem…
Po zwiedzaniu idziemy pozwiedzać miasto i odpocząć
Prawdziwe wrażenia zaczną się jutro…
29.07 (środa) Szczeliniec, Błędne Skały
Wstajemy wcześnie, na szczęście mamy już uszykowane kanapki
i zmierzamy na PKS do Karłowa. W planach mamy Szczeliniec, Błędne Skały i może -o ile czas pozwoli- Kudowę Zdrój.
Na dworze mgła, boję się, że ze Szczelińca nic nie zobaczę
-ale nie, rozrzedza się
Jedziemy PKSem przez Drogę Stu Zakrętów (niesamowicie ekstremalne przeżycie -polecam zwłaszcza z kierowcą rajdowcem!
) i o godz. 9:00 jesteśmy już w Karłowie
-ładnej, przygotowanej turystycznie wsi. Muszę wspomnieć, że moja przygoda z górami obejmowała dotychczas tylko Tatry i to jednorazowo -Sudety i ta część Polski są dla mnie nowością…
Cieszę się, że szosa z uroczymi kramikami wiodąca do masywu, który dziś zdobędziemy -nie przypomina zatłoczonych niemiłosiernie Krupówek
Zaczynamy wspinaczkę, która -początkowo kamieniami- ostatecznie wiedzie dość często uczęszczanymi schodami
Istotnie -powoli robi się tłok… I coraz bardziej gorąco
Już podczas wchodzenia na Szczeliniec wrażenie robiły na mnie skały tam występujące, aparat szedł w ruch prakrycznie po każdym zakręcie. Po czasie jesteśmy już prawie na szczycie. Schodkowa droga podobała mi się na tyle, że zanim pomyślałam -już był koniec
Na szczycie kłębią się ludzie, tym bardziej, że jest tam schronisko i bufet
-w sumie kto nie chciałby zjeść czegoś na szczycie dającym tak urokliwy widok..? Ja chciałabym mieć taki pejzaż przy każdym spojrzeniu przez okno
Przystajemy na chwilę, ale zaraz idziemy dalej, aż natrafiamy na kulminację Szczelińca -kilkanaście ‘rzeźb’ skalnych stworzonych tylko prze z żywioły: wiatr, ziemię i wodę.
Warte zobaczenia, szczególnie miejsce pt.’Diabelska kuchnia’ zasługuje na odwiedzenie
Ogólnie -niesamowite wrażenie -całość psuje jednak to, co zawsze… -Tłumy…
Ale choćby raz w życiu warto się wybrać!
Schodzimy ze Szczelińca, i znów przez Karłów idziemy dalej, czerwonym szlakiem, m.in. po Lisim Grzbiecie.
Ponad dwie godziny drogi -nieco wymagającym- górskim szlakiem i jesteśmy już w Błędnych Skałach
Ale jedna wskazówka dla turystów -nigdy nie idźcie tamtędy w tenisówkach
Chociaż mnie się udało
Błędne Skały są również ciekawym przykładem form skalnych w Sudetach, warto się wybrać! Niektóre korytarze mają po kilkanaście centymetrów szerokości; czasem ledwo się mieściliśmy i zarazem mieliśmy wątpliwości, czy niektórzy mijani przez nas turyści ‘trochę większych rozmiarów’ dadzą radę przejść
Po godz. 16:00 schodzimy ze Skalniaka i prawie biegniemy na ostatni PKS do Kłodzka
-udało nam się!
30.07 (czwartek) Kudowa Zdrój, Nachod (CZ)
Tym razem śpimy trochę dłużej
a w planach pominięta wczoraj Kudowa i wizyta u naszych południowych sąsiadów -w Czechach.
Pospieszny PKS do Kudowy i już jesteśmy na miejscu.
Kudowa to piękne miasteczko o walorach i randze uzdrowiska, polecam również wybrać się w jego okolice.
Zwiedzamy m.in. pijalnię wód i park uzdrowiskowy. Muszę przyznać, że miasteczko jest wyjątkowo zadbane i z wielu stron widać już wpływy czeskie -tj. w szczególności słychać język czeski wśród turystów, a na sklepach widać napisy po czesku. W końcu granica już za 3 km!
Mimo, że w Kudowie kursują już czeskie CDS’y -odpowiedniki naszych PKSów, to jednak nigdy nie udało nam się nim przejechać -głównie ze względu na dziwne czeskie rozkłady jazdy. Przysięgam, że -mimo sporej tolerancji na różnorodność kulturową- nie udało mi się zrozumieć i rozpracować ich rozkładu…
Idziemy więc pieszo, słońce pali niemiłosiernie, aż wreszcie docieramy do nieczynnych już jednostek straży granicznej w Kudowa Słone -Nachod.
Dziwne to wrażenie tak po prostu przejść sobie obok nich
ale odkąd jesteśmy w strefie Schengen -nie ma rzeczy niemożliwych
Nachod okazał się miasteczkiem typowo przygranicznym, ale zrozumiałam już, skąd tyle Czechów w naszej polskiej Kudowie
-To tam tętni turystyczne życie. To, co od razu przykuło moją uwagę -to czeskie znaki drogowe
-zamiast dwóch polskich niespersyfikowanych postaci (dziecka i dorosłego) na znaku -tu mamy jasno: dziewczynkę z dwoma kitkami i pana w kapelusiku
Dobrze, że wcześniej rozmieniliśmy złote na korony -przynajmniej odwiedzimy czeski sklep
Niedługo potem wracamy do Polski, znów na piechotę, ale pogodę mamy doskonałą -zero jakiejkolwiek chmurki
Chwilę jeszcze pobyliśmy w Kudowie i pojechaliśmy PKSem do Kłodzka.
31.07 (piątek) Międzygórze, Śnieżnik
Dziś wstajemy dość wcześnie, bo w planach Śnieżnik! Wsiadamy w PKS do Międzygórza i po godzinie jesteśmy na miejscu. Już na wstępie widzę różnicę poziomów -miejska szosa wzdłuż rzeki Wilczki cały czas wiedzie stromo w górę.
Za to zabudowa jest śliczna! Faktycznie jest to perła Sudetów, jak głoszą opowieści… Czuję się tu trochę jak w niższych Alpach
-oczywiście pod względem tyrolskiej i norweskiej zabudowy, powszechnej w Międzygórzu.
Wchodzimy pod górę, kapitalne wrażenie robią pejzaże miasteczka… Aż zachciałoby się tam mieszkać…
Docieramy do rozwidlenia trasy na dwa szlaki, niebieski -dłuższy i mniej stromy (nim będziemy schodzić) i czerwony -stromy, krótszy -to nim się wspinamy!
Zatem wchodzimy i tym razem czuję, że jestem naprawdę w górach i zdobywam szczyt
Piękne widoki nawet ze szczytu Średniaka znacznie umilają wspinaczkę
Szlak, początkowo szeroki jak dla samochodu -teraz robi się wąski i mniej dostępny -zaczyna mi się podobać…
Już prawie jesteśmy na miejscu
Wychodzimy na ostatnią prostą, mijamy zakręt i już dostrzegamy Schronisko ‘Pod Śnieżnikiem’.
Trasa krótsza, niż ktokolwiek by się spodziewał
Na wysokości schroniska znów kłębią się turyści (bufet
), ale to jeszcze nie szczyt! Odpoczywamy chwilę i ruszamy dalej, na faktyczny Śnieżnik.
Zdobywamy dzielnie kolejne m.n.p.m., a ja jestem z siebie i z nas dumna, bo w końcu jesteśmy
Zdobyliśmy najwyższy punkt w okolicy
Nie było tak trudno, wszystko da się osiągnąć, gdy bardzo się chce
Motywacja nie zawiodła
Schodzimy, tym razem niebieskim szlakiem, nieco mniej wymagającym. Docieramy do PKsu i wracamy do Kłodzka.
1.08 (sobota) Nachod, Kudowa Zdrój; Kłodzko -Poznań
W planach mieliśmy Skalne Miasto w Czechach, toteż wstaliśmy b.wcześnie
z planów jednak nic nie wyszło, ze względu na kiepskie połączenia kolejowe i CDS’owe w obrębie Czech :/ no cóż, może następnym razem.
Jechaliśmy jednak PKSem z Kłodzka do Nachodu i zaraz po przekroczeniu granicy zatrzymał nas czeski patrol policji i poprosił o okazanie dokumentów. Hmm, była to dziwna, kuriozalna sytuacja… Wszystko się zgadzało, toteż szybko opuścił nasz autokar i pojechaliśmy dalej.
Czeska kolej i CDS przekreśliło nasz plan zdobycia Skalnego Miasta… nie miejąc alternatywy pozwiedzaliśmy znów Nachod, a ja na pocieszenie kupiłam sobie prawdziwie kowbojski czeski kapelusz ;D
Niedługo później wróciliśmy do znanej nam już Kudowy; znów na piechotę, ale pogoda znów sprzyjała
Powrót PKSem do Kłodzka, z którego niestety wyjeżdżaliśmy na następny dzień (niedziela) do Poznania.
Zatem -koniec wakacji…w tym roku
Ale do przyszłego roku!
Oto zdjęcia:




































































































































2 comments
Comments feed for this article
13 sierpień 2009 @ 21:05
Rowerowo! :)
[...] DOSTĘPNE TUTAJ, ZAPRASZAM! [...]
22 sierpień 2009 @ 22:30
WAKACJE 2009 « Rowerowo! :)
[...] 22 sierpień 2009 in Wyprawy kilkudniowe Witam, w tym roku dane nam było spędzić je i na MAZURACH, i w GÓRACH! [...]