You are currently browsing the tag archive for the 'Wycieczki' tag.
Tym razem, jako ciekawą alternatywę na spędzenie czasu przy średnio sprzyjającej pogodzie, wraz z parą znajomych odwiedziliśmy Łagów Lubuski.
Biorąc pod uwagę różne okoliczności -na miejsce dotarliśmy samochodem, w piątek ok. 19:30. Przywitała nas “niezbyt ładna pogoda”, a konkretnie deszcz wzmagający się z minuty na minutę…
Nocleg zaplanowany był pod namiotami, nie mieliśmy więc wyboru -rozkładaliśmy je w prawdziwej ulewie, która skończyła się jednak po ok. 40 min.
Nazajutrz z rana pogoda wcale nie była lepsza -tak wyglądał nasz poranek ok. 7:30 :
…czyli niezbyt optymistycznie
Wieży w Jemiołowie prawie nie było widać:
Pogoda zaczęła się poprawiać dopiero przed 9:00
Znane nam już miejsca
Niektórzy mieli nawet odwagę na poranną kąpiel…:
…niektórzy woleli się trochę poopalać:
W końcu ładnie się rozpogodziło i nawet zrobiło się cieplej:
Łagów słynie z pięknego jeziora, z niepowtarzalną wodą o turkusowym kolorze
(choć niezwykle trudno ująć tą barwę na zdjęciu zwykłą ‘cyfrówką’)
Właśnie ten charakterystyczny kolor jeziora i jego cudna przejrzystość sprawiają, że licznie odwiedzają je różne grupy płetwonurków.
Około 11:00 uznaliśmy z Wojtkiem, że zrobimy sobie spacer do miasteczka. Pogoda była na to wprost idealna.
Idąc ścieżką wzdłuż jeziora -odkryliśmy przy okazji dodatkową atrakcję: linę do skoków do wody.
Czyli jednym słowem -musimy tu wrócić
Na kolejnych zdjęciach widać wspomnianą wcześniej turkusową wodę jeziora Trześniowskiego; aż nie chce się wierzyć, że to jezioro:
W drodze do miasteczka (która notabene sama w sobie jest bardzo urokliwa) minęliśmy stary (zapewne poniemiecki) dworek:
Oczywiście nie mogliśmy sobie odmówić wejścia na wieżę zamku Joannitów :

Łagów z wieży:

Drugie jezioro…:
…ostatnie spojrzenie z wieży…:
…i schodzimy:
Za kratami:
Będąc w Łagowie, tak jak i przed rokiem, trzeba było również spróbować ryby (konkretnie: lina, rok wcześniej: sielawy) z tutejszego jeziora…
…po której za chwilę nic nie zostało
Odwiedziliśmy również malowniczy łagowski wiadukt kolejowy:
Wiadukt -jak i wieża- góruje nad miasteczkiem:
W międzyczasie zdążył spotkać nas mały deszczyk, a spacerek dobiegał końca.
Wsiedliśmy więc w auto i podczas małej wycieczki w okolice Kurska spotkaliśmy takie oto krowy
(bawoły? żubry? bizony? tury?)
Po powrocie postanowiliśmy skorzystać z (jeszcze) dobrej pogody i pójść poskakać z odkrytej wcześniej liny, do wody.
Niestety ja ze względu na gips podczas tego wyjazdu ani razu nie popływałam w łagowskim jeziorku :/
Za to niektórzy dawali czadu na linie:
Za jakąś dobrą godzinę niestety w naszym kierunku nadciągała burza, więc musieliśmy szybko zmykać do ‘obozowiska’
Wieczór zakończył się siedzeniem przy ognisku, które co jakiś czas przerywały niespodziewane ulewy. W nocy z soboty na niedzielę nad Łagowem przeszły chyba z cztery burze :/ ale nasz namiot jakoś przetrwał
W niedzielę rano pogoda pogorszyła się jednak na tyle, że byliśmy zmuszeni spakować się i jechać z powrotem do domu:
Tak oto minął nam weekend w Łagowie w pełni wakacji























































